Pierwsze zdanie ma w sobie coś szczególnego. Jest jak uchylone drzwi, za którymi znajduje się przestrzeń jeszcze nieznana nawet autorowi. Można przez nie przejść bez wahania albo długo stać na progu, zastanawiając się, dokąd prowadzi opowieść.
Pomysł na historię nie zawsze przychodzi w spektakularny sposób. Częściej pojawia się podczas zwyczajnego dnia: w autobusie, w kolejce, w trakcie spaceru albo przy przypadkowo zasłyszanym zdaniu. Czasem początkiem jest twarz nieznanej osoby. Innym razem gest, fragment rozmowy, stary przedmiot lub pytanie, które nie daje spokoju.
Z takich drobiazgów stopniowo wyłania się bohater. Najpierw niewiele o nim wiadomo. Ma może sposób poruszania się, ton głosu albo wspomnienie, którego nie potrafi zostawić za sobą. Dopiero później pojawiają się relacje, decyzje i wydarzenia. Postać zaczyna żyć własnym rytmem, niekiedy innym niż ten zaplanowany przez autora.
Pisanie wymaga uważności. Codzienność jest pełna opowieści, ale rzadko podaje je w gotowej formie. Trzeba zatrzymać się przy szczególe i zadać pytanie: co wydarzyło się wcześniej? Co kryje się za tym milczeniem? Dlaczego ktoś właśnie teraz postąpił w taki sposób?
Pierwsza wersja zdania nie zawsze zostaje w książce. Może zmienić się wiele razy albo zniknąć podczas pracy nad tekstem. Mimo to jest ważna, ponieważ pozwala rozpocząć. Przerywa ciszę pustej strony i wyznacza pierwszy kierunek.
Nie trzeba od razu znać całej historii. Czasami wystarczy jedno zdanie, które brzmi prawdziwie. Kolejne pojawia się tuż za nim.

